środa, 26 września 2012

Rozdział siódmy

Jak postanowiliśmy podczas wspólnie zjedzonego obiadu, tuż po posprzątaniu wszystkich naczyń i brudów jakie pozostawiliśmy po sobie wyszliśmy na spacer po mieście. Wchodziliśmy we wszystkie małe uliczki i aleje. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wspaniały jest Londyn... Co prawda mieszkam tu już wiele lat, ale niestety nigdy specjalnie nie zagłębiałam się w ukryte piękno tego miasta. Spacerowaliśmy tak przez godzinę śmiejąc się i żartując.
- Ej... - Nasze śmiechy przerwał głos blondyna, który wyglądał na oburzonego. - Czy wy wszyscy czasami nie zapomnieliście o czymś? - Mówiąc to przybrał poważny wyraz twarzy, przez co wszyscy przystanęliśmy odrobinę zdezorientowani.
-Nie Niall , myślę że o niczym nie zapomnieliśmy. - Rzuciła brunetka co sprawiło, że mina irlandczyka z poważnej zmieniła się na złowrogą.
- Nie wierzę w to co słyszę! - Założył ręce na klatkę piersiową, tupiąc przy tym nogą. -Przecież mieliśmy iść na "mały" deser! A ja biedny, chodzę tu z wami od ponad godziny, czekając na tę wspaniałą chwilę, aż wreszcie udamy się na obiecane lody, ale tak jak ich nie było, tak i nadal nie ma! - Mówiąc to robił dziwne miny i zabawnie gestykulował dłońmi.
- Ależ Niall! Oczywiście, że pamiętamy... To był... to był po prostu taki żart... Rozumiesz, chcieliśmy sprawdzić, czy masz poczucie humoru. Oblałeś. - Zaśmiałam się cichutko, chwytając blondyna pod ramię, ciągnąc go w stronę najbliższej lodziarni. Reszta przyjaciół ruszyła za nami..
Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, nasza wyprawa tam, okazała się znacznie dłuższa niż ktokolwiek z nas przypuszczał. Taaak... Niall dorwał się do lodów co nie mogło wróżyć niczego innego. Zadziwia mnie ten chłopak, je tyle co my w szóstkę, razem wzięci, a nadal jest najprawdopodobniej najszczuplejszy z zespołu. Kiedy w końcu Horan po naszych tłumaczeniach zrozumiał, że powinniśmy już wracać gdyż za długo tam przesiadujemy, szybko zamówił dodatkowo trzy lody, po czym, popędzając siebie nawzajem, aby Nialler przypadkowo się nie rozmyślił, wyszliśmy z pomieszczenia. Ruszyliśmy w stronę naszego domu. W połowie drogi powrotnej załapała nas dość mocna ulewa.
Do domu wbiegliśmy cali mokrzy i zmarznięci. Każde z nas zajęło jakiś pokój bądź łazienkę, po to aby się przebrać. Na nasze szczęście  chłopcy mają u nas jakieś swoje czyste ubrania choć nie do końca wiem, skąd one się tutaj wzięły, ale nie wnikam. Kiedy wszyscy już byliśmy susi, przebrani, i ogrzani, Louis zaproponował jakiś seans filmowy. Claudia z Harry'm zajęli się przegryzkami, Zayn postanowił przeszperać wszystkie płyty DVD jakie mamy w tym domu, w poszukiwaniu jakiejś ciekawej, śmiesznej komedii.
Nie było nam dane jednak długo rozkoszować się filmem. Mulat wstając do łazienki po kilku krokach zachwiał się, po czym runął z głośnym hukiem na podłogę, na co wszyscy zawtórowali temu gromkim śmiechem. Po kilku sekundach miny nam jednak zrzędły, kiedy spostrzegliśmy iż Zayn nadal leżał plackiem na ziemi i ani myślał drgnąć. Claudia szybko zerwała się na równe nogi, po czym podbiegła do niego próbując go ocucić. Wszyscy siedzieliśmy jak sparaliżowani, patrząc z przerażeniem malującym się na naszych twarzach, w stronę mulata oraz przejętej ciemnookiej. Żaden z nas w tamtej chwili nie był w stanie odezwać się choćby słowem, panika wzrastała w nas z sekundy na sekundę.
- Liam! - Donośnym krzykiem zawołała dziewczyna. Liam zaraz po przygotowaniu przekąsek poszedł na górę i zaszył się w pokoju, prawdopodobnie rozmawiając przez telefon z Danielle, jego dziewczyną. Na szczęście Claudia wpadła na pomysł, aby go zawołać, ponieważ nikt z nas, oprócz oczywiście niej, nie potrafił racjonalnie myśleć w tamtym momencie. Payne był zawsze spokojny, ułożony i odpowiedzialny. Dzięki Bogu, że jest z nami ktoś taki.
Liam po minucie był już na dole, patrząc na nas widocznie zszokowany.
- Boże! Co się stało!? - Zapytał pełen obaw, łapiąc się za głowę.
- Błagam cię Liam, nie zadawaj żadnych pytań. Nie wiem, nie wiem co się stało. Ale proszę, dzwoń na pogotowie, szybko! - Prawie, że wykrzyczała, łamiącym się głosem Claudia, po czym zakryła twarz dłońmi, i rozpłakała się.
W tym momencie, u każdego z nas, w oczach pojawiły się łzy. Łzy smutku, strachu, miłości do przyjaciela, troski, oraz bólu.
Karetka przyjechała po niecałych dziesięciu minutach. Przez ten - jak wtedy się nam zdawało - długi, ciągnący się czas, nikt nie zdobył się na wypowiedzenie jakichkolwiek słów. Wszyscy siedzieli,kucali czy stali w zupełnym bezruchu. Myślę, że każdy z nas bał się choćby nawet spokojnie oddychać, aby nie zagłuszyć grobowej ciszy, jaka w tej chwili panowała w tym pokoju. Stary zegar, wiszący na jednej ze ścian, bezczelnie tykał, wydając za głośne dźwięki, przez co miałam ochotę wyrzucić go za okno. Kiedy dostrzegłam iż Claudia co chwilę sprawdza tętno naszemu przyjacielowi, moje zdenerwowanie z każdą sekundą rosło coraz to bardziej i bardziej.

Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, który nigdy tak na dobrą sprawę mi się nie podobał, podskoczyłam ze strachu, wyrwana z przemyśleń.
Claudia wypowiedziała szybkie " otworzę " po czym rzuciła się pędem w stronę drzwi.
- Co z nim będzie? - Zapytał któryś z chłopców. Zupełnie nie wiem, który z przyjacieli wypowiedział tych kilka słów, ale byłam jak gdyby w lekkim amoku, starając się opanować moje natrętne myśli, które nie dawały mi spokoju.
- Nie jesteśmy w stanie teraz nic stwierdzić. Wszystkiego dowiecie się w szpitalu. Czy jest tutaj ktoś, kto jest szczególnie bliski temu mężczyźnie? Ktoś, kto chciałby z nami pojechać? - Wszyscy spojrzeli w stronę Liam'a, a on zupełnie przerażony odmówił..To on zawsze miał najlepsze relacje z Zayn'em, to właśnie jemu Malik ufał bezgranicznie. To jemu potrafił powiedzieć co mu leży na sercu, i choć tak naprawdę wszyscy byliśmy przyjaciółmi, Zayn był bardzo nieśmiały, nie zawsze potrafił powiedzieć to mi, Claudii, Nialler'owi, Harry'emu bądź Lou, tylko to właśnie Payne był jego powiernikiem. Jeden z lekarzy z lekką niecierpliwością po raz drugi zadał te same pytanie.
- Liam, pojadę z tobą jeśli tylko zechcesz.  Nie możesz teraz go tak zostawić, on w tej chwili potrzebuje Ciebie najbardziej, rozumiesz? - Zaproponowała Claudia, kładąc w geście dodania otuchy, rękę na jego ramieniu.
- Dobrze, pojedziemy tam razem. - Wypowiedział to zdenerwowany, miętoląc swoją koszulkę w spoconych ze strachu dłoniach.
- Przykro nam, niestety tylko jedna osoba, może wsiąść z nami do samochodu. - Zmarszczyłam delikatnie brwi, kiedy usłyszałam wypowiedziane słowa.
- Czy nie zdaje sobie pan sprawy, jak ważny dla nas jest ten człowiek? Czy naprawdę nie ma pan serca? Nie może pan zrobić wyjątku? Nie dostrzega pan tego, że każdy z nas jest za bardzo roztrzęsiony tym co się niedawno stało, aby być w tej chwili samemu? Bez wsparcia bliskich? - Pytania wypłynęły z moich ust na tyle szybko, płynnie, na dodatek rozzłoszczonym tonem, iż lekarz zwyczajnie się zląkł, zgadzając się na to, aby Claudia dotrzymała towarzystwa Liam'owi.
Zabrali Zayn'a po czym szybko wyszli z domu zostawiając nas samych sobie.

Gdy tylko karetka odjechała z trójką naszych przyjaciół, my - popędzając siebie nawzajem - zabraliśmy wszystkie potrzebne nam rzeczy, zarzuciliśmy na siebie ciepłe bluzy, a na nogi buty. Wraz z Lou wyszliśmy prędzej niż Nialler i Harry, gdyż oboje jeszcze mieli coś do zrobienia. Kiedy zauważyłam, że Louis otwiera samochód, po czym wsiada do niego za kierownicę, szybko zareagowałam
- Louie? Ty sobie chyba żartujesz. Popatrz w jakim jesteś stanie... ręce ci się okropnie trzęsą... nie... cały jesteś roztrzęsiony, nie możesz w takim stanie prowadzić samochodu! - Podniosłam trochę głos.
- Mam iść sobie piechotą tracąc niepotrzebnie czas, kiedy jeden z moich najlepszych przyjaciół, właśnie trafił do szpitala, a my nawet nie wiemy co się z nim stało!? Cholera jasna! Nie bądź śmieszna, Annie! Wsiadaj i nie marudź! - Powiedział wysokim tonem, na co aż się przeraziłam. Nie słyszałam jeszcze nigdy Lou tak zdenerwowanego. Oparł się łokciami o kierownicę, chowając twarz w dłoniach. Szybko podeszłam do niego, otwierając drzwiczki samochodowe, po czym uklęknęłam tuż przy nim, kładąc dłoń na jego kolanie.
- Spokojnie Louis. Nie denerwuj się tak, Harry miał zamówić taksówkę, na pewno już to zrobił. Niedługo będziemy już przy nim. Bądźmy dobrej myśli, to na pewno nic poważnego, przecież Zayn jest silny... da radę. - Poczułam jak do moich oczu napływają nieproszone w tym momencie łzy, chciałam dodać sił przyjacielowi, a zamiast tego sama się zaraz rozpłaczę, świetnie... - Musi... on musi dać radę. - Mówiąc to, głos mi się załamał, co Tommo najwyraźniej wyczuł, gdyż szybko podniósł głowę, zerkając na mnie. Schowałam zapłakaną już twarz w obie dłonie, podniosłam się, po czym oparłam o samochód. Louis wyszedł z samochodu, a już po chwili mocno mnie do siebie przytulił.
- Martwię się o niego... każdy z nas się o niego martwi An... Nie możemy się załamywać... nawet jeszcze nie wiadomo co się stało, może po prostu zasłabł? Bądźmy dobrej myśli, skarbie. - Pogładził moje włosy, a chwilę później, czułam kolejne pary rąk mnie obejmujących po czym usłyszałam głosy osób szepczących ciche " wszystko będzie dobrze ". To był Nialler i Hazza. Kochani przyjaciele.

Wbiegliśmy szybko po schodach na czwarte piętro - gdzie znajdowała się sala, w której umieszczony został Zayn, dysząc, sapiąc, przeklinając pod nosem, ujrzeliśmy dwójkę przyjaciół, siedzących na krzesełkach przed drzwiami, za którymi leżał nasz przyjaciel, przytulających się. Pędem ruszyliśmy w ich stronę, przekrzykując siebie nawzajem.
- Spokój... ludzie! - Ogarnął nas co nieco Li. - Pojedynczo.
- Myślę, że każdy z nas chciał zadać jedno pytanie, lecz może w innej formie... - Powiedziałam drapiąc się po głowie. - Czy już wiadomo co z Zayn'em? - Poważna mina Liam'a i Claudii, oraz napływające do jej oczu łzy, nie wróżyły niczego dobrego. Wtuliła się bardziej w ramię Payne'a, szlochając cicho. Z drugiej strony, podszedł do niej Nialler po czym "przejął ją" delikatnie ją obejmując, i kołysząc w przód i w tył.
- Bo... Dosłownie pięć minut temu - Zaczął niepewnie, poddenerwowany Liam - Chwilę przed tym jak przyszliście, rozmawiał z nami lekarz... i on powiedział... - Przerwał, robiąc krótką pauzę między zdaniem, przełykając głośno ślinę.
- Liam... Dokończysz? - Wyszeptałam w jego stronę, siadając tuż obok niego, a ten objął mnie ramieniem.
- Powiedział nam, że Zayn ma guza na móżdżku i to on najprawdopodobniej sprawił, iż Malik stracił równowagę przy czym dość mocno uderzył głową o podłogę tracąc przytomność.
Wszyscy stali z otwartymi szeroko oczami, nie dowierzając słowom Payne'a. Przez myśl każdego z nas przeleciało mnóstwo różnych pytań. Jak? Dlaczego właśnie on? Czy z tego wyjdzie? Z wyjątkiem Claudii nikt nie płakał, przynajmniej każdy starał się pokazać, że jest silny, że sobie radzi. Nikt nie chciał płakać by nie pogarszać stanu psychicznego swoich przyjaciół. Nialler wtulił w siebie jeszcze bardziej Claudię by nieco stłumić jej płacz, a po chwili zaczął mówić do niej jak do płaczącego pięcio letniego dziecka. W szpitalu przesiedzieliśmy jeszcze kilka godzin  z nadzieją że Zayn zdoła się wybudzić. Co jakiś czas ktoś podchodził do dużych szklanych, od dołu w pół przyciemnianych okien by upewnić się, iż mulat nadal ma zakmnięte oczy. Na dworze robiło się coraz ciemniej. Pośród  nas trwał melancholijny nastrój i nawet wiecznie głodny Niall nie narzekał, żee od  bardzo dawna nic nie włożył do ust. Aby nie myśleć tak dogłębnie o tym, iż Zayn właśnie leży w sali obok, zupełnie nie kontaktujący ze światem wdaliśmy się w dyskuję na temat różnych pism i plotek, które będą nie uniknione. Po długich rozmowach postanowiliśmy, że to właśnie Liam będzie zobowiązany do tego aby powiedzieć o stanie zdrowia przyjaciela i o sytuacji jaka zaistniała nie do końca wyjawniając wszystko. Kiedy w sali Zayn'a usłyszeliśmy głośny trzask, poderwaliśmy się na równe nogi, po czym szybko wbiegliśmy do jego sali. Ujrzeliśmy tam zakłopotanego Malik'a, głupkowato się uśmiechającego. Zaśmiał się na widok naszych przestraszonych min.
- Cześć kochani. Właśnie próbowałem wstać, i jak widzicie... trochę kiepsko to rozegrałem. - Wskazał palcem na leżącą obok szafkę nocną.
- Zayn, idioto! Wiesz jakiego strachu nam napędziłeś!? W tej chwili mam ochotę Cię zabić, ale masz szczęście, że Cię kocham, przez co postanowiłam tego jednak nie robić. - Wypowiedziałam roześmianym głosem. Rzuciłam się jemu na szyję, przytulając go mocno do siebie, przez co o mało go nie udusiłam. Tak bardzo się cieszę, że już się wybudził. Po chwili, każdy z nas już trwał w uścisku, przez co stworzyliśmy tak zwanego " grupowego niedźwiadka" w naszym wykonaniu.
- Dość! Dusicie mnie! - Ledwo łapiąc oddech, wysapał mi do ucha Zayn. Zaśmiałam się tylko, rozluźniając trochę uścisk.Po chwili jednak Malik wyślizgnął się z objęć, rozkładając się na twardym, szpitalnym łóżku.
- Czy moglibyście mi powiedzieć... - Zrobił chwilę przerwy. - Czy wiecie może co mi dolega? - Niektórzy z nas spuścili wzrok na podłogę, za to inni rozglądali się po pomieszczeniu starając się uniknąć spojrzenia w czekoladowe oczy mulata. Po chwili jednak, do sali wszedł nasz wybawiciel - lekarz, który chciał porozmawiać z Zayn'em na osobności, przez co zostaliśmy wygonieni z pokoju.
Siedzieliśmy w ciszy na korytarzu, co chwila zerkając na drzwi, czy przypadkiem za moment nie zostaną otwarte. Po dziesięciu, strasznie ciągnących się minutach, wyszedł z nich lekarz, a my przepychając się nawzajem wbiegliśmy szybko do sali, w której siedział nasz przyjaciel, patrząc w jeden punkt, białej ściany, znajdującej się na przeciwko. Z Claudią szybko podeszłyśmy do niego - ja z jednej, siostra z drugiej strony - po czym przytuliłyśmy go mocno do siebie, gładząc go po plecach i głowie.
- Zayn... czy wszystko w porządku? - Zapytał zatroskany Harry, jednak nie doczekał się odpowiedzi. - Zayn? Będzie dobrze, jesteśmy z tobą.
Mulat popatrzył w stronę loczka ciepłym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
-Wiem.Dziękuję.-Pocałował mnie i bliźniaczkę w czoło na znak wdzięczności.Po czym wstał i przytulił każdego z chłopaków.Następnie znów usadowił się na szpitalnym łóżku.Patrzył na  każdego po kolei.Uśmiechał się widząc nasze zadowolone ryjce.Wdaliśmy się w krótką pogawędkę  śmialiśmy i planowaliśmy co bd rozbić z kilka dni.
-Nie chcę psuć wam planów ale, na pojutrze  mam wyznaczoną operację.Na szczęście nie groźną i nawet kiedy coś pójdzie nie tak to nie odniosę jakiś poważnych uszkodzeń.-Uśmiechnął się do nas.O dziwo nie sztucznie ale prawdziwie tak jak zawsze się do nas uśmiechał.Tak..brakowało mi go od kilku godzin.Zayn mimo tego wszystkiego i świadomości że dwa dni bd miał operacje nie przeżywał tego tak jak my.Był już prawie ranek więc poczekaliśmy aż pacjent zaśnie nie chcieliśmy żeby czuł się samotny. Kiedy  już słodko spał wyszliśmy z sali.Podziękowaliśmy doktorowi ze pozwolił nam zostać tak długo u przyjaciela co jak co ale godziny odwiedzin chorych są znaczne inne.Spotkaliśmy jeszcze panią sprzątaczkę którą przeprosiliśmy za to że musiała zostać znacznie dłużej w pracy i wyszliśmy.



                        ------------------------------------------------------------------------------------------
                                       Hej tu ja-ta gorsza.Postanowiłyśmy żę dodamy teraz bo Ania leci
                                                    o 4 rano do Egiptu.;  D Życzymy Ani miłej zabawy.A odnośnie
                                                      jej wakacji to bd chwila przerwy.Gdyż ona nie bd miała tam 
                                                        internetu no i nie bd miały jak pisać.Ale zaraz po tym jak 
                                                         przyjedzie to piszemy.No to chyba tyle.Pozdrawiamy,
                                                               życzymy miłej nocki i dziękujemy za czytanie
                                                                                            <33